Opis obrazka

Gorzowska modlitwa w 46. rocznicę Porozumień Sierpniowych

„Solidarność zaczyna się tam, gdzie cudzy los przestaje być dla mnie obojętny” – mówił bp Adrian Put podczas uroczystej Mszy św. w 46. rocznicę Porozumień Sierpniowych i powstania NSZZ „Solidarność”. 30 sierpnia odprawił ją w Kościele pw. NMP Królowej Polski w Gorzowie Wlkp.

Na wstępie Mszy św. biskup podkreślił, że spotkanie na liturgii w rocznicę narodzin solidarności to nie okazja, by wygłosić kolejne przemówienie o historii, ale by słuchać słowa Bożego i sprawować Eucharystię. Kaznodzieja odniósł się do postawy św. Piotra z Ewangelii, który chciałby dla Jezusa innej drogi i nie mieści mu się w głowie, że Mesjasz może iść ku zwycięstwu przez cierpienie. – Jezus odpowiada mu: „Nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku”. To słowo nie dotyczy wyłącznie Piotra, jest ostrzeżeniem także dla nas. Łatwo jest bowiem przyjąć dobro, dopóki nie wymaga ono ofiary. Łatwo mówić o prawdzie, dopóki nie przychodzi chwila, w której trzeba jej bronić. Człowiek bardzo często chciałby mieć zmartwychwstanie, ale bez Wielkiego Piątku. Jezus nie ukrywa przed nami, że Jego droga prowadzi przez Krzyż – mówił biskup i kontynuował: – Dlatego mówi do nas dzisiaj: „Weź krzyż swój i naśladuj mnie”. Nie oznacza to, że chrześcijanin ma szukać cierpienia. Krzyż nie jest wartością samą w sobie – krzyż bez Chrystusa nie ma sensu. To Chrystus pokazuje nam raczej, że istnieją takie chwile, w których wierność prawdzie, miłości i drugiemu człowiekowi zaczyna kosztować. Wtedy właśnie rozstrzyga się, co jest dla nas naprawdę ważne.

W tym świetle, jak zauważył biskup, możemy spojrzeć na doświadczenie Solidarności tu i teraz. – Nie chcemy upraszczać historii. Wśród ludzi, którzy tworzyli Solidarność, byli ludzie o różnych poglądach, doświadczeniach i motywacjach. Nie wszyscy byli wierzący. Nie wszyscy jednakowo oceniali później wydarzenia, których byli uczestnikami, bo historia nie mieści się w prostych podziałach. Ale była w niej chwila, kiedy wielu ludzi musiało odpowiedzieć sobie bardzo konkretnie na pytanie: ile jestem gotów zaryzykować, aby nie zgodzić się na kłamstwo, upokorzenie i odebranie człowiekowi jego godności? – mówił kaznodzieja i kontynuował: – Jedni przyłączyli się do strajku, inni publicznie powiedzieli to, czego wcześniej powiedzieć nie można było. Później przyszły internowania, więzienia, utrata pracy i bardzo często rozbite życia rodzinne. Wielu ludzi poniosło konsekwencje wyborów przez długie, długie lata. Nie wszystkie te historie znamy, nie wszystkie są zapisane, nie wszystkie znalazły swoje miejsce w podręcznikach. Są takie, które pozostały w pamięci rodzin. Są takie, które bolą do dzisiaj. Dzisiejsza modlitwa jest nade wszystko modlitwą pamięci. Dziękujemy Bogu za dobro, które dokonało się w naszej ojczyźnie. Prosimy o Jego miłosierdzie dla tych, którzy cierpieli i dla tych, którzy odeszli. Modlimy się za ich rodziny, bo historia nigdy nie kończy się na człowieku, który stanął w określonym miejscu i podjął określoną decyzję.

Pamięć chrześcijańska nie polega jednak na rozdrapywaniu ran. Jej celem jest prawda, wdzięczność i ostatecznie pojednanie. – Patrzmy więc na Biały Krzyż, który umieszczony jest na ścianie tej świątyni, a którego replika ozdabia gorzowski Stary Rynek. Dla jednych będzie on przede wszystkim znakiem pewnego pokolenia, dla innych znakiem własnych wspomnień, dla jeszcze innych przypomnieniem historii, którą znają tylko z opowieści rodziców – mówił bp Put. – Dla mnie osobiście, gdy obok niego przechodzę, staje się on pytaniem o moją codzienną wierność w kapłańskiej i biskupiej posłudze. Chyba każdy z nas ma swój Biały Krzyż. Dla nas wszystkich powinien on jednak nade wszystko stać się krzyżem Chrystusa Pana. A On mówi: „Kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je znajdzie”. Nie chodzi o pogardę dla własnego życia. Chodzi o odkrycie, że człowiek nie może uczynić z siebie samego centrum wszystkiego – dodał.

Biskup, nawiązując do słów św. Pawła: „Nie bierzcie więc wzoru z tego świata, lecz przemieniajcie się przez odnawianie umysłu”, podkreślił, że każde pokolenie musi na nowo uczyć się wolności. – Nikt za nas nie odrobi tej lekcji. Nasze czasy są inne niż czasy sierpnia 1980 roku. Mamy inne problemy i inne rodzaje zagrożeń, ale człowiek pozostał człowiekiem, nadal może zamienić wolność w egoizm. Nadal może uznać własną korzyść za ważniejszą od dobra wspólnego. Może także kierować się logiką zysku, partyjnych celów lub etnicznych wykluczeń. Nadal może przyzwyczaić się do tego, że cudza krzywda go nie dotyczy – mówił kaznodzieja i kontynuował: – Dlatego pierwszą lekcją, którą powinniśmy zachować z Ewangelii, jest przekonanie, że wolność nie może być budowana kosztem godności drugiego człowieka. Wolność zawsze potrzebuje odpowiedzialności, potrzebuje prawdy, również gotowości, aby czasem zrezygnować z czegoś własnego dla dobra drugiego człowieka, bo solidarność zaczyna się właśnie tam, gdzie cudzy los przestaje być dla mnie obojętny i jestem obok bliźniego.

Warto odnieść to słowo do współczesności, ale bez pokusy porównywania się z sierpniem 1980 roku. – Nie żyjemy wtedy, żyjemy dzisiaj, a dzisiaj również potrzebujemy ludzi, którzy nie przechodzą obojętnie obok drugiego człowieka, uczciwości tam, gdzie łatwo byłoby wykorzystać cudze zaufanie lub nawet naiwność. Potrzebujemy odwagi, aby nie uczestniczyć w poniżaniu innych i budowaniu własnej pozycji kosztem bliźniego – podkreślił biskup. – Tak bardzo potrzebujemy dziś ludzi, którzy potrafią zachować sumienie także wtedy, gdy łatwiej byłoby milczeć. To nie są wielkie słowa, to są codzienne wybory. Właśnie z takich codziennych wyborów buduje się życie społeczne. Bez nich nie byłoby prawdziwego postępu i właśnie w nich sprawdza się, czy pamięć o solidarności jest jeszcze żywa. To jest jądro pytania o dzisiejszą, a nie tę dawną solidarność. Czy są dzisiaj ludzie, którzy potrafią zachować sumienie, gdy wygodniej jest milczeć? Ale ostatecznie Ewangelia nie prowadzi do historii – ona prowadzi do Chrystusa, a On każdego z nas dzisiaj zaprasza po imieniu: „Pójdź za mną” – dodał.

Po Mszy św. uczestnicy przeszli pod Biały Krzyż Solidarności przy gorzowskiej świątyni, gdzie złożono kwiaty i wygłoszono okolicznościowe przemówienia.

Biały Krzyż stanął w 1982 r., jeszcze podczas budowy gorzowskiej świątyni. Ponad sześciometrowy krzyż wykonali w 1981 r. pracownicy gorzowskiej firmy Zremb z okazji pierwszomajowej Mszy św., którą odprawiał ks. Witold Andrzejewski – kapelan gorzowskiej „Solidarności”. Na stałe ustawiono go przed katedrą Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. W ciągu dnia gorzowianie układali pod nim kwiaty i zapalali znicze. W nocy wszystko niszczone było przez bezpiekę.

Po największym starciu zomowców z ludnością w drugą rocznicę Porozumień Sierpniowych w 1982 r. milicjanci pilnowali krzyża całą dobę, aby ludzie nie układali kolejnego krzyża z kwiatów. W następnym roku krzyż przeniesiony został do parafii NMP Królowej Polski przy ul. Żeromskiego i stoi tam do dzisiaj, będąc świadkiem obchodów jubileuszowych.

KAI

Sprawdź także

Diecezjalne Dni Duszpasterskie w Zielonej Górze

W zielonogórskim Kościele pw. Ducha Świętego 27 i 28 sierpnia odbywa się letnia edycja Diecezjalnych …