Strona główna / Wiadomości / List Rektora Wyższego Seminarium Duchownego w Paradyżu na Niedzielę Chrystusa Króla

List Rektora Wyższego Seminarium Duchownego w Paradyżu na Niedzielę Chrystusa Króla

List Rektora Zielonogórsko-Gorzowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Paradyżu na Niedzielę Chrystusa Króla

Siostry i Bracia, Drodzy Przyjaciele Paradyskiego Seminarium

Jaka jest recepta na wieczne szczęście? To pytanie towarzyszy człowiekowi zawsze wtedy, gdy próbuje wyobrazić sobie, jaki los czeka go po śmierci. Pewnie w listopadzie stojąc przy grobach naszych bliskich zastanawialiśmy się, gdzie teraz są, co robią, czy są szczęśliwi. Może próbowaliśmy wyobrazić sobie naszą śmierć i to co będzie po niej. Może stawialiśmy sobie pytania o sens i cel naszego życia.

Odpowiedź znajduje się w przeczytanym przed chwilą fragmencie Ewangelii według św. Mateusza: Zaprawdę powiadam wam: Wszystko co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnie uczyniliście (Mt 25, 45). Chcesz być wiecznie szczęśliwy, to nakarm tego, który prosi Cię o chleb, pomóż tym, którzy nie mają swojego domu, bądź gościnny, odwiedzaj chorych, pocieszaj tych, którzy są w więzieniu. Jednym słowem, czyń dobro tak często, jak tylko masz okazję. Czyń dobro bez zastanawiania się, czy to się opłaca, czy nie zostaniesz oszukany, czy ten kto wołał o pomoc, rzeczywiście jej potrzebował. Bowiem w każdym, kto prosi o pomoc, obecny jest Chrystus. W tej sposób Bóg staje niezwykle blisko nas, na wyciągnięcie ręki, ręki niosącej pomoc i współczucie.

Matka Teresa z Kalkuty stwierdziła niegdyś, że „dzięki wierze i przez wiarę widzę Chrystusa w każdym człowieku, którego dotykam. On powiedział: Byłem głodny, byłem spragniony, byłem nagi, byłem chory, byłem cierpiący, byłem bezdomny, a ty mnie przyjąłeś… To jest takie proste. Zawsze, gdy daję kawałek chleba, daję jemu – daję Chrystusowi”.

Tym natomiast, co Chrystus stanowczo odrzuca, jest zarówno czynienie bliźniemu zła, jak i obojętność. To ona prowadzi do potępienia. Obojętność na los głodnych, spragnionych, bezdomnych, chorych, wszystkich, którym życie nie układa się, którzy doświadczają cierpienia. Bardzo łatwo usprawiedliwiamy własną obojętność mówiąc, że ktoś sam jest winny własnej biedzie, że zasłużył na swój los, że nie pomogę wszystkim, że są organizacje powołane do tego, by nieść systemową pomoc. Tylko czy Chrystus w dniu Sądu Ostatecznego przyjmie takie wytłumaczenie…?

Jeżeli bierzemy nasze chrześcijaństwo na poważnie, to nie wolno nam nikogo lekceważyć, nie wolno nam nikim pogardzać. Można się z drugim człowiekiem spierać, kłócić, można nawet nie rozumieć jego stylu życia, ale nie wolno nim pogardzać, bo wtedy pogardzamy samym Chrystusem.

Kto jest dzisiaj tym bratem najmniejszym, o którego Jezus upomni się w dniu sądu? Każdy to w naszym kierunku wyciąga rękę. Każdy, kto spogląda na nas z nadzieją, że otrzyma pomoc. Dzisiaj cierpiący Chrystus ma twarz skrzywdzonego i wykorzystanego dziecka, twarz uchodźcy ginącego w odmętach morza w drodze do lepszego świata, twarz człowieka, który jest wykorzystywany do niewolniczej pracy, żeby mieć za co przeżyć kolejny dzień, twarz chorego w szpitalach i hospicjach. Chrystus ma twarz wszystkich, którzy cierpią, są prześladowani i krzywdzeni. Stawanie się chrześcijaninem, to nabywanie umiejętności rozpoznawania tej twarzy w każdym, kogo spotykamy w swojej codzienności.

Tę umiejętność rozpoznawania oblicza cierpiącego Chrystusa muszą nabyć zwłaszcza ci, którzy odczytując drogę swojego powołania, przygotowują się do kapłaństwa. Jest to tym ważniejsze, że od współczesnego księdza oczekuje się nie tylko pobożności, ale również zdolności troszczenia się o najsłabszych i najuboższych. Oczekuje się okazywania czynnej miłości, będącej świadectwem fascynacji Chrystusem, który przyszedł służyć, aż do oddania własnego życia.

Ta umiejętność musi rozwijać się w powołanym już od początku formacji seminaryjnej. Alumn musi nauczyć się być dobrym pasterzem, który szuka potrzebujących, towarzyszy im, rozpoznaje ich potrzeby. Tylko styl służby i umiejętność rozpoznawania Chrystusa w życiu drugiego człowieka będą mogły sprawić, że będzie w stanie towarzyszyć wiernym we wszystkich sytuacjach, nawet tych najtrudniejszych, bez popadania w rygoryzm, ukazując za to piękno i wyzwalającą moc Ewangelii. Stanie się też w ten sposób znakiem miłosierdzia i współczucia, świadcząc o matczynym obliczu Kościoła, który nie rezygnując z wymagań prawdy ewangelicznej, ale jednocześnie nie czyniąc z nich przeszkód nie do pokonania, preferuje towarzyszenie wszystkim wiernym ze współczuciem (Kongregacja ds. Duchowieństwa, Dar powołania do kapłaństwa).

Powołanie jest czymś szczególnym, czymś, czego nie da się zdobyć, i nie można go mieć tylko dlatego, że się jego pragnie. Dlatego cenimy każdy dar powołania, wiedząc, że jego dawcą może być jedynie Bóg. Nie znaczy to jednak, że Ci, którzy je podejmują nie podlegają ocenie. Kościół stawia bowiem wymagania, by kandydat do kapłaństwa był człowiekiem wewnętrznie dojrzałym, by dzień po dniu przyswajał sobie ewangelicznego ducha, by był człowiekiem dialogu, wreszcie by był gotowy do poświęcenia wszystkiego dla Chrystusa i to Chrystusa realnego, obecnego w drugim człowieku, a nie w katechizmowych definicjach.

Temu celowi służy cała praca formacyjna, która jest treścią istnienia naszego Seminarium. Przystąpiliśmy do niej rozpoczynając siedemdziesiąty rok istnienia paradyskiej uczelni. Gdy dwa lata po zakończeniu II wojny światowej, ówczesny Prymas Polski kard. August Hlond dokonywał aktu poświęcenia gmachu Seminarium w Gorzowie Wlkp., mówił do ówczesnych alumnów: Powołanie wasze bierzcie poważnie, bo kapłaństwo to nie jest fach, który można w każdej chwili na inny zamienić. Kapłaństwo jest wieczne. Macie się wgłębić w charakter pracy duszpasterskiej, bo lud czeka na kapłanów, ale kapłanów wielkich.

Takich kapłanów staramy się formować budując ich ludzką dojrzałość oraz kształtując ich duchowość, której treścią jest bycie uczniem zakochanym w Nauczycielu i pasterzem „o zapachu owiec”, żyjącym pośród ludzi, aby im służyć i nieść im Boże miłosierdzie. Staramy się także dać kandydatom do kapłaństwa solidne podstawy intelektualne, pozwalające na dialog ze współczesnym światem. Tylko tak uformowany kapłan, może dostrzegać w drugim człowieku Chrystusa, tylko taki jest w stanie być autentycznym znakiem Bożego miłosierdzia.

To zadanie nie jest jednak realizowane przez nas samodzielnie. Przyszły kapłan wzrasta w całej rodzinie diecezjalnej, wśród duchownych i świeckich, którzy są dla niego zarówno oparciem, jak i świadectwem dojrzałej, przepojonej troską o drugiego człowieka, wiary. Dlatego dzisiaj chcę Wam, siostry i bracia podziękować, za Waszą troskę o nowe powołania i towarzyszenie tym, którzy już zdecydowali się odpowiedzieć na Boże wezwanie. Wasza modlitwa, świadectwo życia oraz ofiary materialne pozwalają na funkcjonowanie naszego diecezjalnego Seminarium. Dzięki Wam, dar powołania, który Bóg składa w sercach niektórych mężczyzn, może rozwijać się i przynosić owoce w postaci kolejnych pokoleń gorliwych głosicieli Słowa i szafarzy sakramentów. Dziękuję wszystkim kapłanom, wspólnotom parafialnym, Przyjaciołom Paradyża, chorym, cierpiącym, wszystkim którzy po cichu, z dobroci serca wspierają nasz dom. To także dzięki Wam, w ubiegłym roku, dziewięciu młodych mężczyzn przyjęło święcenia kapłańskie, cztery osoby święcenia diakonatu, a pięciu alumnów rozpoczęło pierwszy rok formacji.

W Księdze Ezechiela Bóg obiecuje, że zabierze nam „serce kamienne”, a da nam „serce z ciała” (Ez 36, 26). Serce z ciała łatwiej zranić, ale tylko ono potrafi prawdziwie kochać, tylko ono potrafi dostrzec w głodnym, spragnionym, chorym człowieku twarz Chrystusa. Tylko ono zrozumie biedaka oczekującego od nas miłości. Tylko ono będzie odpowiadało na Boży dar powołania. Wreszcie tylko ono pozwoli nam stanąć na Sądzie Ostatecznym po prawej stronie i usłyszeć: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata (Mt 25, 34).

Obyśmy wszyscy stanęli po tej stronie, bo to jest nasze podstawowe powołanie.

ks. dr Dariusz Mazurkiewicz
Rektor Wyższego Seminarium Duchownego
Diecezji Zielonogórsko – Gorzowskiej