Strona główna / Wiadomości / Wiktoria – rówieśniczka Niepodległej Polski

Wiktoria – rówieśniczka Niepodległej Polski

22 czerwca 1918 r. w Krzywce koło Żytomierza urodziła się pani Wiktoria Skokowska, rówieśniczka Niepodległej Polski. – Sto lat minęło jak jeden dzień – mówi szacowna jubilatka.

Życzenia urodzinowe dla pani Wiktorii składali najbliżsi, czyli: 4 dzieci, 8 wnuków, 11 prawnuków i 3 praprawnuków. O swojej modlitwie i serdecznej pamięci zapewniał jubilatkę bp Tadeusz Lityński, ordynariusz diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, w której od 38 lat duszpasterzuje ks. kan. Krzysztof Skokowski, syn pani Wiktorii. Wśród składających urodzinowe gratulacje znaleźli się m.in. wojewoda lubuski Władysław Dajczak, który jednocześnie przekazał 100-latce list od Premiera RP Mateusza Morawieckiego, oraz burmistrz Strzelec Krajeńskich, Mateusz Feder. Jubilatka w 1947 r. przeprowadziła się z rodziną do Sokulska, a po 10 latach do Strzelec Krajeńskich, gdzie przez jakiś czas pracowała jako przedszkolanka.

Wiktoria Skokowska była szczerze zaskoczona medialnym zainteresowaniem i płynącymi ze wszystkich stron serdecznymi życzeniami, i gratulacjami. Wśród wielu wspomnień z minionego czasu były radosne wydarzenia, chociaż nie brakowało bardzo dramatycznych.

– Były takie czasy, że nie było co jeść. Pamiętam, rwałam liście lipy. Mój najstarszy syn Tolek do dzisiaj przy stole wigilijnym czy przy wielkanocnym śniadaniu wspomina smak ciasteczek z mąki, otrębów i lipowych liści – nazywały się korżyki. Powtarzam za każdym razem, że te ciastka uratowały życie naszej rodziny. W czasach największego głodu sprzedawałam, co zostało jeszcze cenne w domu, srebrne łyżki, pościel, żeby kupić odrobinę śrutu, fasolki. Chciało mi się uratować życie, swoje i dziecka – opowiadała pani Wiktoria.

Na pytanie, jak się odżywiać i jaki tryb życia prowadzić, jubilatka odpowiedziała bez zastanowienia: – Na to nie ma recepty, żyłam całkiem normalnie. Bardzo lubię ciasto i słodycze, ale z okazji uroczystości, nie za często. Wędzonego mięsa nie jem już od 1950 r., tylko białe mięso, gotowane. W 1951 r. miałam operację na woreczek żółciowy i lekarz zalecił mi dietę, której pilnuję do dzisiaj. Nie powiem, bardzo chętnie w towarzystwie najbliższych wypijam filiżankę czarnej i aromatycznej kawy.

Ks. Marcin Siewruk
„Gość Zielonogórsko-Gorzowski”

Materiał na stronie „Gościa Zielonogórsko-Gorzowskiego”zgg.gosc.pl 

Gość Niedzielny

Sprawdź także

Zawody Wędkarskie o puchar bpa Adama Dyczkowskiego

Głównie krąpie, płocie i liny łowiono podczas XIV Zawodów Wędkarskich im. Biskupa Adama Dyczkowskiego, zorganizowanych …